wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 1

Wszyscy cieszyli się na powrót do bezpiecznej szkoły i wolności. Bo jakże miałoby być inaczej skoro Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać nie żyje, a wszyscy jego podopieczni są zamknięci w Azkabanie, lub zginęli podczas bitwy ostatecznej.
Owszem wszyscy się cieszyli z powrotu do szkoły, ale są wyjątki, a tym wyjątkiem jest Draco Malfoy, który nie za bardzo cieszy się z tego powodu. Bo z taką opinią to co on zrobi? Syn śmierciożercy, mroczny znak na ręku, zagorzały przeciwnik , mugoli i szlam, oraz ten co najbardziej nienawidził Złotej Trójki. Chociaż z Potterem się pogodził, bo ten uratował mu życie, to do Wesleya nadal nie ma szacunku, a do Granger? O niej to nawet nie chciał myśleć. Nadal był zły na rodziców i na ciotkę za swoje dzieciństwo i za to że tak zataili przed nim dzieciństwo. Miał także pewne zmartwienie. Tak jego jedynym zmartwieniem nie były teraz ani Owutemy ani Parkinson klejąca się do niego. Jego jedynym zmartwieniem było teraz jak on spojrzy pannie Greanger w oczy. Tak, to właśnie tym martwił się wielki Draco Malfoy, przeciwnik szlam. Ale jakby było inaczej po tym, po czym się dowiedział?
Przez prawie całe wakacje zwiedzał kraj i miejsca, w których bywała Lastrange, jego droga ciotka, a wszystko tylko po to by znaleźć jej różdżkę, która jest mu potrzebna do przywrócenia pamięci. Już dawno by ją sobie przywrócił, ale tylko różdżka, którą ją odebrała może ją przywrócić. Gorzej będzie z przywróceniem pamięci Hermionie. U niej został przeprowadzony specjalny rytuał, który uśpił w niej jej czystokrwistość oraz zmodyfikował jej pamięć o jej prawdziwym pochodzeniu.  Jego jedynym sukcesem okazało się odnaleźć jej prawdziwych rodziców - państwa Gaspard, którzy nie mają pojęcia o tym, że mają córkę.
***
- Nie do wiary. Chłopaki, dostaliście już swoje listy ze szkoły? - zawołała Hermiona zbiegając po schodach Nory do kuchni, gdzie pani Molly ściskała swojego najmłodszego syna i Harrego, którzy już po trochu zaczynali się dusić pod mocą uścisku.
- Jak zauważyłaś to tak - wydyszał Harry
- Moje kochane pociechy. Najpierw uratowali świat, a teraz wszyscy troje zostali prefektami naczelnymi. - powiedziała pani Weasley, która płakała ze wzruszenia.
- Mamo, proszę. Bo zaraz, zamiast prefektów będziesz miała trupy. - powiedział Ron
- O no co ty? Lavender Cię nie przytula, to chociaż mama to zrobi. Z drugiej strony nie wiem co ona w Tobie widzi. A tak w ogóle to gratuluje. - Wydyszała mokra Ginny, która akurat weszła do domu.
- Gdyby wzrok mógł zabijać, to byś padła siostra na ziemię jak kłoda. Ała, mamo. Dobra nic nie mówię. A w ogóle, to czemu jesteś mokra? - zapytał Ron
- Pływałam w jeziorku. A co nie wolno? - zapytała Ginny, wytykając język bratu.
- Dobra, kochani. Nie chce wam przerywać, ale mamy parę spraw do załatwienia jutro na Pokątnej. Trzeba odwiedzić Madame Malkin i kupić nowe szaty prefektów, księgarnie, aptekę - niestety Hermionie nie dane było dokończyć jej wyliczania, bo obu jej przyjaciół złapało ją za ręce i nogi i za jej rudą przyjaciółką wyniosło z domu prosto nad jezioro - Nie zrobicie tego. - krzyczała i śmiała się jednocześnie
- Jesteś tego aż tak pewna? Panowie, do wody z nią. - nakazała Ruda. I tak oto pani prefekt wylądowała w wodzie. Niestety całej reszcie, a szczególnie panom nie dano było się nacieszyć, ponieważ Harry został wepchnięty do jeziorka przez Ginny, a Ron wciągnięty za nogi przez Hermionę. I tak oto zaczęła się wodna zabawa, która trwała do samego wieczora, a na koniec uwieńczona ogniskiem. Bo w końcu jutro ostatni dzień wakacji ,a jeszcze trzeba tyle spraw załatwić.

W tym samym czasie pewien blond arystokrata zastanawiał się, jak będzie wyglądał jego ostatni rok w szkole. Cieszył się chociaż, że McGonnagal spełniła jego prośbę. To już było coś dla niego, mimo iż była to ryzykowna prośba, jeśli patrzeć na skutki późniejszego. Nie wiedział też, jak zareaguje na to panna Greanger. Innych miał gdzieś, to teraz na niej najbardziej mu zależało. Sam nie wierzył w to co myślał, ale jednak. Myśli rodziców dotyczące jego dzieciństwa zanim poszedł do szkoły i w trakcie jej, mówiły same za siebie. Dla niego to już był wystarczający dowód, tego że faktycznie Hermiona była kimś ważnym w jego życiu. Przez te jakże krótkie wakacje, jego stosunek do niej zmienił się wielce.
- Draco, nie śpisz jeszcze? - zapytał Lucjusz, przerywając rozmyślania swojego syna - Jutro musisz wybrać się na Pokątną po przybory i szaty do szkoły. A że za dwa dni wracasz do szkoły to połóż się już spać. Matka Cię o to prosi.
- Tak wiem ojcze
- Draco - zaczął Malfoy Senior podchodząc do syna i siadając obok niego na kanapie. - Dobrze wiesz, że z matką chcemy byś był szczęśliwy. Nawet jeśli to musi być Greanger. Dobrze już, dobrze - zaśmiał się widząc mordercze spojrzenie syna - Przecież oboje wiemy, że pochodzi ona z starego czarodziejskiego rodu, jak byliście mali, oboje z  Narcyzą byliśmy zachwyceni wami. Nawet Parkinnsona odprawiliśmy z kwitkiem. Hermiona jest idealną partią dla Ciebie. Szkoda, że stało się co się stało, ale bądź dobrej myśli.
- Ojcze, jak mam być dobrej myśli, gdy teraz wracam do szkoły, może i przekonam ją do swych racji, ale nie przywrócę jej pamięci ani nie usunę klątwy bez różdżki ciotki. Nie będę miał czasu na jej szukanie. - gdy skończył, schował twarz pomiędzy dłonie.
Zapanowała krótka cisza, gdzie oboje bili się ze swoimi myślami. W końcu jednak Lucjusz przemówił.
- Posłuchaj synu. Wiem jakie to dla Ciebie ważne, dlatego przysięgam Ci, że jak tylko będę mógł to przyczynię się do poszukiwań różdżki Belli. A ty w tym czasie możesz spokojnie chronić swoją ukochaną w szkole. - I właśnie w tej chwili, Draco po raz pierwszy w życiu odkąd skończył dziesięć lat przytulił ojca dziękując mu za to. Lucjusza bardzo to ździwiło jednak odpowiedział synowi uściskiem. Po chwili wstał i powiedział
- Tylko za bardzo mi się nie rozklejaj. A teraz spać. To jest rozkaz - po czym zamknął drzwi i poszedł do siebie. Draco jeszcze przez chwilę siedział i analizował to co powiedział mu ojciec, po czym wstał kierując się do sypialni. Ale zanim tam się udał, musiał załatwić jeszcze jedną malutką sprawę.



***
Przepraszam, że kolejny rozdział pojawia się naprawdę późno, ale brakowało mi weny i chęci. Ale na szczęście wróciła z tysiącami pomysłów na kolejne rozdziały. :]